Pakujemy wszystko walizek gromada, tylko czemu nam to wszystko spada. Każda rzecz potrzebna warta rozważenia wepchnę ją do auta, jakby od niechcenia. Dzieci ze sobą wezmę kota im dołożę no przecież na szczęście nie jadę za morze.
Po wielu godzinach jazdy, pokonawszy zakrętów tysiące widzę dom na łące. Co ja mówię dom to góralska chata urocza miejsce odpoczynku na lata. Tylko czemu na rozstaju dróg położona i hałasem z zewsząd otoczona. Żona już wyczuła świetną sytuację i już krzyczy, kto robił rezerwację. Drżącym głosem tłumaczę, że już ni-gdzie miejsc nie było, a to ostatnie w okresie feryjnym skądś się cudem wzięło.
Niezrażeni niczym idziemy na piętro – trzecie bez windy. Nie będzie nam lek-ko. Kiedy się nareszcie wdrapiemy zaraz padniemy. Rano widok na góry serce nam zadrżało. Okno otwieram i powietrze poleciało kryształem i igliwiem zapachniało? Nie to są niestety zupełnie inne wonie. Smog wszędzie czuje. Czymś trzeba palić ze zrozumieniem plastik przyjmuje, bo przecież tani i efekt grzewczy wywołuje. Czas na śniadanie miało być domowe. Oczami wyobraźni już te smakołyki widzę własne wędliny, sery, cudny chleb chrupiący na blasze pieczony. Już jestem nim, nie widząc całkiem urzeczony. Wchodzę kosztuje swojskie to klimaty dobrze mi znane z biedronką i żabką mocno związane. Jeszcze kawa i na narciarską przygodę rodzina czeka cała.
Do stoku blisko idziemy piechotą przejście wąskie i wszędzie wokoło błoto. Udało się stok widzę ludzi tysiące wokoło. Wjechać trudno po wydaniu fortuny. Po ja-kimś pół godziny na górze jestem do zjazdu gotowy. Dobrze, że to stanie mam już z głowy. Wokół stoku śmieszne klimaty oślą łączkę okupują Emiraty. Ze śniegiem pierwszy kontakt mają i się tym napawają. Po nartach na termy ciepłe jestem gotowy. Musztra przy wejściu wielokrotne sprawdzanie o karach informowanie. Nieco zestresowany na wodzie się wyleguje. Tam dziecko płacze i ktoś drzeć się zaczyna całkiem fajnie pija-na jest ta rodzina. Zwracam uwagę ochrona reaguje, a tak naprawdę całkiem mnie ignoruje. Do chaty wracamy główny chodnik jest mały samochodów multum odwagi to wymaga. Jeden krok nierozważnie w prawo uczyniony, a koniec może być nie unikniony. Po drodze mijamy lokalne kebaby. To dobrze kuchnia turecka smaczna, pożywna do gór pasuje jak żadna inna. Do celu dociera szczęśliwa kompania i się druga część dnia zaczyna.
Kolejny dzień do stolicy gór się wybieramy w nawigację parking Gubałówka klikamy. I w górę i górę jedziemy i bardzo zdziwieni na szczycie Gubałówki lądujemy. Widząc dorożki zawracamy i parkingu na dole ponownie szukamy. Warszawianin na Podhalu nie bardzo zorientowany, ale zawsze uśmiechnięty i Góralom w zarabianiu Dutków pomagać gotowy. Mimo licznych niedogodności pewnie nasza noga znowu na Podhalu zagości no cóż, wielu nam naszych wspaniałych gór zazdrości.
+ Jeszcze nie ma tutaj komentarzy
Dodaj własny