Zakochany wielbłąd

1 min

Moja córka wsiadła dziś na wielbłąda. Jechać na nim chciała, rozchichotana cała. Tunezyjskie słońce paliło do cna. Zewsząd pustynia nas otaczała. Wokół nas były inne wielbłądy. Ludzie na nich jechali stabilnie. Ten jej wielbłąd to było inne stworzenie. Wyobraźcie sobie, pupą ruszał nieustannie. Do wielbłądzicy się nachylał i po wielbłądziemu nawijał. Moja córka się na nim chwiała, ale nie ustępowała. Uczepiona jego szyi, nie spadała. Wielbłąd był natchniony i endorfinami najeżony. Widokiem wielbłądzicy zniewolony. Ruszał się ciągle, a wraz z nim moja córa, która nie dała w pustynny piach nura. Wszystkie wielbłądy idą spokojnie, a ona ma, jak na wojnie. No i jeszcze ją opluwa, cała mokra jej stylówa. Wielkimi rzęsami rusza, o rany, jak on się napusza. Za wielbłąda wyniki trzyma kciuki nie bez paniki. Jak nie wielbłądzica powie, to on ze stresu padnie, a ona upadnie. Na szczęście wielbłądzica chciała i moja córka do oazy dojechała.

Przeczytaj także

+ Jeszcze nie ma tutaj komentarzy

Dodaj własny