Piękny wieczór, siedzi sala cała. Amorki z sufitu machają do wszystkich bez mała. Świecą się złocenia, atmosfera jest wspaniała. Orkiestra się już zebrała. Patrzę na nich, widać skupienie i do perfekcji dążenie. Emocje buzują, instrumenty nastrojone, lutnie wypieszczone, wszystko czeka w napięciu na znak. Młoda skrzypaczka smyczkiem machała, ale kompromisów nie znała i się zastanawiała, kiedy będzie, oj będzie w pierwszym rzędzie, kiedy pierwszym skrzypkiem będzie. Ciekawie się rozglądała I wzrok mężczyzn napotykała, ale udawała, że ich nie zauważyła. Widownia bardzo dociekliwa, w serca muzyków by wejść chciała.
Rozlegają się brawa, dyrygent się pojawia I odwija fraka poły, do pracy cały już gotowy. Wszyscy poruszeni I muzyki złaknieni. Dyrygent daje znak, utuleni ciszą czekamy na dźwięki.
Orkiestra najpierw zaczyna powoli lirycznie I melancholicznie. Łzy szklą się w oczach sympatycznie. Potem przyspiesza wszystko, złożone w takty wspaniale ułożone. Dyrygent jak pływak rzuca się do przodu, pierwszy skrzypek świetnie technicznie wyszkolony nie wydaje się —– tym przytłoczony. Zbliża się kulminacja, widownia faluje, nad emocjami już nikt nie panuje. Słychać klarnety I dźwięki bębnów. Wreszcie- ostatni dźwięk wybrzmiewa, dudnienie oklasków wszelkie smutki rozwiewa i dalej w duszy różnorodność tych dźwięków rozbrzmiewa. Trudno bez muzyki znaleźć ukojenie. Ja wciąż słyszę skrzypiec kwilenie, a może to młodej skrzypaczki lśnienie.
+ Jeszcze nie ma tutaj komentarzy
Dodaj własny