Na imprezie go poznała. Blondynem był wysokim i miał loki, które naturalnie się kręciły, a o oczy jego błękitne. Dużo tańczyli i się sobą cieszyli. Umiał tańczyć co u mężczyzn niestandardowe, rzadkie i nietypowe.
Czas płynął -on ładnie mówił, a ona słuchała. Ona blondynka piękna i filigranowa- właścicielka pięknego ciała. On amator kobiecej duszy – taki zakochany.
Mijały miesiące i nic się nie zmieniało. Byli razem i nic kryzysu nie zapowiadało. W siebie wpatrzeni i zupełnie zauroczeni. Więc co się stało.
Ona wszędzie z nim chodziła i wobec jego znajomych sceptyczna była. Od ludzi go izolowała. Na początku jak wir go wciągała i cudowne to było doznanie. Chciał jeszcze i jeszcze otwierać się był w stanie. Kiedy opadły trochę emocje on z kolegami potrzebował spotkania. Ona pomysł imprezy wzrokiem zabiła, ale go dalej hołubiła i wszystko za niego robiła. On przemęczać się nie lubił i na niej opierał, bo oparcie na sobie wysiłku wymagało, na co nie było gotowe jego ciało. Zaczął jednak już tą nadmierną troską być zmęczony i za znajomymi już bardzo stęskniony. Chciał się wyrwać z tego kokonu.
Spotkanie się odbyło, wrócił bardzo wstawiony. O jakiejś słodziutkiej coś wspominał, bardziej niż na serio droczył się z nią i zaklinał. Ona awanturę zrobiła i nieistniejącą słodziutką w gorzki koszmar zmieniła. Zaczęła fiksować z zazdrości, a on pragnął wolności. To był koniec miłości. A ich wspólne zdjęcia na śmietniku wylądowały i ja je tam znalazłem, a na wspominki jestem gotowy cały. A morał z tej historii jest prosty -nie zagłaskuj faceta swego, bo relacja z nim będzie do niczego.
+ Jeszcze nie ma tutaj komentarzy
Dodaj własny